Parlament Europejski zagłosował dziś za „zatrzymaniem zegara” dla przepisów dotyczących ESG – raportowania niefinansowego i należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. Co to oznacza w praktyce?

Oznacza to, że po oficjalnym zatwierdzeniu przez Radę, firmy będą miały więcej czasu na dostosowanie się do nowych przepisów. Stosowanie dyrektywy o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSRD) w odniesieniu do dużych przedsiębiorstw, które dotąd nie składały sprawozdań, i MŚP notowanych na giełdzie zostanie odroczone o dwa lata. Natomiast zmiany te nie będą miały wpływu na obowiązki największych firm, które prezentują raporty już w tym roku.

Także o rok, czyli do lipca 2027 r., zostanie przesunięty termin transpozycji do prawa krajowego dyrektywy w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSDDD). A i pierwsze spółki (tj. największe przedsiębiorstwa), objęte dyrektywą zaczną raportować o rok później – czyli w 2028 r.


Beata Faracik, prezeska Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu

/

Materiały prasowe

/

fot. Piotr Furman/Materiały prasowe


Opóźnienie raportowania niefinansowego o dwa lata to duża zmiana, która wprowadziła spore zamieszanie na rynku. Spółkom, które teraz już muszą raportować będzie trudniej pozyskać rzetelne i względnie kompleksowe dane od innych podmiotów, szczególnie jeśli nie zadbały o to, uwzględniając w umowach odpowiednie klauzule. Komisji trudno będzie odbudować zaufanie przedsiębiorstw i ich chęć do podejmowania wysiłku na rzecz wdrażania regulacji. W dodatku w przestrzeni publicznej czasem mówi się o propozycjach Komisji dotyczących uproszczenia ESG tak, jakby już obowiązywały. Tymczasem jesteśmy nadal na etapie propozycji.

Firmy zyskają więcej czasu na przygotowanie się do raportowania ESG

W dodatku dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło całego pakietu uproszczeń regulacji dotyczących ESG, które Komisja Europejska zawarła w tzw. pakiecie omnibus. Jego zakres jest szeroki – dotyczy m.in. ograniczenia CSRD do spółek zatrudniających powyżej tysiąc pracowników czy rzadszego monitoringu wpływu na łańcuch dostaw w ramach CSDDD.

Dokładnie, i warto te rzeczy rozróżnić. Dzisiejsze głosowanie dotyczyło tylko odsunięcia w czasie rozpoczęcia stosowania czy obowiązywania regulacji we wskazanym wcześniej zakresie. Trwają prace nad proponowanym w ramach pakietu Omnibus projektem innej dyrektywy, zawierającym propozycje zmian merytorycznych w CSRD i CSDDD. Trudno na ten moment zgadywać, jak się zakończą, ponieważ sytuacja jest dynamiczna. Przykładowo, Francja wcześniej wysyłała sygnały, że odpowiedzialność ciążąca na przedsiębiorstwach jest za duża, a teraz staje w obronie odpowiedzialności cywilnej.

W takich warunkach trudno podejmować decyzje biznesowe związane np. z inwestycją w raportowanie ESG czy większą ostrożnością przy budowie łańcuchów dostaw.

Firmy mogą jednak wykorzystać ten dodatkowy czas, żeby lepiej się przygotować. Wiele przedsiębiorstw docenia, że będą miały dodatkowy rok lub dwa lata na uporządkowanie procesów, zebranie danych czy wdrożenie niezbędnych rozwiązań. Pod tym względem, może to być korzystne dla biznesu, który z czasem tak czy inaczej będzie musiał udowadniać, że podejmuje działania, aby prowadzić biznes w sposób nieobciążający nadmiernie środowiska i pracowników. Komisja wyraźnie zaznaczyła, że choć proponuje zmiany, to nadal dąży do osiągnięcia celów Zielonego Ładu.

Podobnie, choć niewątpliwie prace w tym zakresie spowolniły, kilka krajów, w tym Portugalia i Belgia, zdecydowało się na rozpoczęcie prac nad wdrożeniem CSDDD do swoich systemów prawnych. Królestwo Niderlandów jest już nawet po okresie konsultacji pełnego projektu ustawy wdrażającej. Nawet jeśli potencjalne zmiany wejdą w życie, państwa członkowskie UE będą miały więcej czasu na przygotowanie się i wprowadzenie ewentualnych zmian.

Jakie „wiarygodne informacje” będą wymuszały badanie wpływu na łańcuch dostaw w ramach CSDDD?

Celem dyrektywy dotyczącej należytej staranności (CSDDD) jest zadbanie o prawa człowieka i środowisko w łańcuchu dostaw. Zgodnie z lutową propozycją Komisji, badanie wpływu miałoby jednak zostać ograniczone tylko do bezpośrednich dostawców, co zakwestionowało wiele organizacji pozarządowych. Nadużycia pojawiają się bowiem często na dalszych poziomach łańcucha dostaw.

To prawda. Na szczęście, mimo znacznego osłabienia pierwotnego przepisu, w propozycji Komisji znajduje się zapis mówiący o tym, że jeśli „wiarygodne informacje” wskazują na możliwość niekorzystnego wpływu na poziomie pośredniego dostawcy, poniżej poziomu pierwszego, obejmującego bezpośrednich dostawców, to spółka powinna to przeanalizować i podjąć właściwe działania. Sęk w tym, że wiele zależeć będzie od tego co należy uznać za wiarygodną informację. Jeśli będzie tak jak w dotychczasowej praktyce wielu firm, że raport od organizacji pozarządowych lub podejrzenia dotyczące szkodliwych praktyk oparte na innych źródłach (a nie wyłącznie wyrok sądu czy decyzja KPK OECD o naruszeniu Wytycznych OECD dla przedsiębiorstw wielonarodowych dotyczących odpowiedzialnego prowadzenia działalności biznesowej) będą traktowane jako „wiarygodne informacje”, które spółka powinna zbadać, to w porządku. Ale jeśli interpretacja będzie zawężająca, wówczas regulacje UE będą sprzeczne ze standardami międzynarodowymi ONZ i OECD, na co zresztą eksperci tych organizacji międzynarodowych już zwrócili UE uwagę. Standardy te już ponad dekadę temu zdefiniowały, na czym polega należyta staranność w zakresie praw człowieka. Niemniej nadal jest ryzyko, że jeśli do spółki nie będą wpływać zawiadomienia, może udawać, że nic nie wie i nie podejmować działań dotyczących pośrednich dostawców. Z drugiej zaś strony zaproponowane w Omnibusie podejście jest nieefektywne.

Wyrywkowe sprawdzanie każdego doniesienia bez usystematyzowanego, kompleksowego podejścia do łańcucha wartości, może być bardziej uciążliwe i kosztowne niż obecna wersja dyrektywy. Obecne podejście opiera się na ocenie ryzyka, priorytetyzacji działań i skupieniu się w pierwszej kolejności na obszarach, w których spółka może dokonać realnej zmiany.

Czyli takich, gdzie albo ma bezpośredni wpływ, albo przyczynia się do danej sytuacji w znaczący sposób albo po prostu jest w stanie wywrzeć duży wpływ na inny podmiot. Propozycja Komisji może doprowadzić do większej przypadkowości i niepewności, bo trudno stwierdzić, co będzie uznawane za „wiarygodną informację”. W dodatku doniesienia mogą dotyczyć znacznie mniej szkodliwych działań i obszarów negatywnego wpływu skutkujących krzywdą ludzką niż te, o których spółka się nie dowiedziała, a także istnieją.

Kluczem do badania wpływu na łańcuch dostaw jest priorytetyzacja, a nie badanie każdej śrubki

Jak dużej szczegółowości wymaga obecna wersja CSDDD? Czy korporacje będą sprawdzać, czy żadna śrubka nie powstała przypadkiem z wykorzystaniem pracy przymusowej?

Nie, kluczem jest tu priorytetyzacja. Identyfikacja ryzyk i analiza wpływu polega na identyfikacji obszarów , które w największym stopniu mogą przyczynić się do naruszenia praw człowieka i skierowanie tam uwagi. Następnie spółka bada, czy ma bezpośredni wpływ i w jakim stopniu się przyczynia do zwiększenia skali negatywnego procederu oraz jak może temu przeciwdziałać. Przykładowo, jeśli surowiec jest wydobywany w nieodpowiednich warunkach i z naruszeniem praw człowieka, a spółka jest jednym z setek odbiorców półproduktów, wykorzystująych owy materiał, może włączyć się do jakiejś inicjatywy i udzielić wsparcia, żeby zlikwidować dany problem, np. pracę dzieci. Dobrym przykładem jest inicjatywa dot. poprawy praw człowieka przy wydobycie miki, która jest wykorzystywana m.in. do produkcji lakierów samochodowych i kosmetyków.

Niektóre ryzyka łatwo też zauważyć. Przykładowo, jeśli jakiś kraj dotychczas nie słynął ze sprzedaży jakiegoś surowca, a po rozpoczęciu walk z sąsiednim krajem bogatym w ten surowiec zaczyna go sprzedawać, to myślę, że łatwo jest połączyć te fakty i stwierdzić, że surowiec jest nielegalnie pozyskiwany.

Czuję, że nawiązuje pani do Rwandy i Demokratycznej Republiki Konga.

Tak, choć oczywiście tamten konflikt jest złożony.

Czy „krwawe drewno” nie trafiałoby do Polski, gdyby firmy badały łańcuch dostaw?

Niedawno pisaliśmy w DGP o drewnie tekowym, które trafia do Polski z Mjanmy. Zawiadomienie w tej sprawie złożyła Fundacja ClientEarth – kupno drewna z Mjanmy jest niezgodne z EUTR (rozporządzenia ustanawiającego obowiązki podmiotów wprowadzających do obrotu drewno i produkty z drewna). Wiadomo, że wpływy ze sprzedaży zasilają krwawy reżim, a wycinki są prowadzone w sposób rabunkowy, bez poszanowania środowiska. Czy wprowadzenie CSDDD coś by zmieniło?

Dzięki CSDDD duże podmioty będą zobowiązane, pod groźbą kary, do posiadania polityk i procedur umożliwiających weryfikację tego czy to co kupują jest wytworzone z poszanowaniem środowiska i ludzi. CSDDD tym samym uzupełni system ochrony stworzony przez EUTR – potencjalni duzi klienci importerów drewna weryfikowaliby, czy nie pochodzi ono z nielegalnych źródeł.

W dodatku EUTR obejmuje wyłącznie importerów drewna, a CSDDD nakłada obowiązki na duże korporacje, niezależnie od tego, na czym polega ich działalność. Tym samym firmy naruszające EUTR nie powinny być w stanie znaleźć nabywców na drewno lub wyroby z drewna pozyskanego nielegalnie.

CSDDD ma na celu zapewnienie spójności między wartościami uznanymi za podstawowe a literą prawa. Wspiera też uczciwe przedsiębiorstwa, starające się prowadzić działalność w sposób odpowiedzialny.

Chroni je przed nieuczciwą konkurencją ze strony firm nielegalnie pozyskujących surowce czy opierających działalność na wyzysku. Te bowiem zawsze będą tańsze, choćby z powodu niewypłacania wynagrodzeń czy unikania kosztów pozyskania pozwolenia na pozyskanie surowców.

Czy jednak rzeczywiście wierzy pani, że dzięki CSDDD nagle z łańcuchów wartości największych firm zniknąłby „krwawy kobaltu”, praca przymusowa czy zatrute rzeki w Ameryce Południowej?

Nie bądźmy naiwni. To nie jest tak, że zaraz po tym, jak Unia wprowadzi nowe przepisy, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie problemy tego świata znikną. Skoro nie poradziliśmy sobie z nimi przez kilka tysięcy lat, to myślę, że nagle sytuacja całkowicie się nie oczyści. Jest jednak różnica między sytuacją, w której firmy nie są zobowiązane do badania swoich łańcuchów wartości a tą, w której to robią. Istnieje oczekiwanie, że w obszarach zidentyfikowanych jako priorytetowe podejmą konkretne działania, np. sprawdzą czy agencje zatrudnienia z których korzystają są zgłoszone w rejestrach i czy płacą wynagrodzenia zatrudnionym osobom, czy też – włączą się w inicjatywy sektorowe. Na przykład, w sytuacji gdy gospodarki są uzależnione od transportu towartów a wiemy, że warunki pracy kierowców zawodowych pozostawiają wiele do życzenia – od infrastruktury przy drogach, po warunki podczas załadunku, po nieterminowe wypłacanie wynagrodzeń czy naruszenia prawa do odpoczynku i życia rodzinnego, działając osobno firmy mogą zdziałać mniej niż łącząc się w sektorowe inicjatywy – jak np. zainicjowany przez Fundację Truckers Life projekt Truckers Friendly Place, którego celem jest poprawa warunków w tym zakresie a także wypracowanie standardów dla branźy TSL.

Dyrektywa powinna więc sprawić, że nie będzie sytuacji, w których korporacja nagle dowiaduje się od ważnego wykonawcy, ze zawaliły się stropy i zginęli pracownicy, bo nie były przestrzegane zasady BHP, a firma stwierdzi, że „nie wiedziała”. CSDDD kładzie nacisk na dochowanie należytej staranności w działaniu a to nie oznacza, że z automatu firma zostanie pociągnięta do odpowiedzialności za coś co się wydarzyło głęboko w łańcuchu dostaw, ale powinna pokazać, że wdrożyła proces należytej staranności, który miał temu zapobiec. A którego pierwsze etapy to identyfikacja ryzyk, analiza wpływu na otoczenie i określenie priorytetów, na których się skupia, a następnie wdrożenie odpowiednich działań.

Firmy nie będą kontrolować każdego zakładu, za to mogą współpracować z lokalnymi organizacjami

Czy jednak w takim razie firmy powinny znać każdy zakład swoich poddostawców? To przecież bardzo kosztowne.

Znów wracamy do priorytetyzacji. Po identyfikacji obszarów największych ryzyk można np. przeprowadzić audyt u partnera, ale także np. wejść w dialog z organizacją pozarządową czy związkiem zawodowym funkcjonującym u dostawcy. Wszystko zależy od konkretnej sytuacji i tego, czy np. nasza umowa pozwala w ogóle na przeprowadzenie audytu. Nie zawsze audyt jest zresztą najbardziej skutecznym rozwiązaniem.

Czasem rozmowy z lokalnymi organizacjami mogą dostarczyć znacznie więcej informacji. Przykładowo, w Pakistanie kontrole, audyty itp. są często wcześniej zapowiadane, więc firmy mogą się przygotować. Niektóre systemy certyfikacyjne jak np. SA8000 przewiduje możliwość audytu niezpowiedzianego ale nie jest to standard. Organizacje takie jak Global Rights Compliance mają za to swoje punkty, do których mogą zgłosić się pracownicy, którzy np. nie dostali wynagrodzenia. Takie źródła informacji są czasem bardziej wartościowe niż zlecone audyty. Potem takie raporty są przekazywane właścicielom marek, których nazwy pojawiły się w zgłoszeniach od pracowników, a ci mogą je wykorzystać do zadania kilku niewygodnych pytań swojemu dostawcy.

Można też tworzyć różnego rodzaju porozumienia, angażować się w porozumienia branżowe czy stowarzyszenia. Pomaga w tym też identyfikowanie niektórych ryzyk na poziomie sektorowym. Dzięki temu firmy mogą łączyć siły i choć nie zwalnia ich to z jednostkowej odpowiedzialności za wdrożenie procesu należytej staranności to może im ten proces znacznie ułatwić.

Może pani podać jakiś przykład?

Duże wrażenie zrobiło na mnie działanie gmin szwedzkich, które odpowiadają za służbę zdrowia i są odpowiedzialne m.in. za zakup nowego sprzętu do szpitali. Okazało się, że niektóre narzędzia chirurgiczne są wytwarzane w złych warunkach w krajach azjatyckich, często w domach, przez dzieci. Wtedy zdecydowano się na nawiązanie współpracy i gminy razem podjęły starania, aby sprawdzić ten stan. Zależało im, żeby osoby, które produkują narzędzia do ratowania życia i zdrowia ludzi w Szwecji, same nie były narażone na ich utratę. Zrzuciły się po określonej kwocie i zleciły audyt podmiotów produkujących narzędzia dostarczane w ramach realizacji zamówień publicznych, a następnie zaczęły wywierać nacisk by dotychczasowe praktyki się zmieniły. Dość skutecznie. Zresztą pozytywna rola jaką może odgrywać administracja publiczna poprzez zamówienia publiczne jest niedoceniana. Szczególnie, gdy tak jak w Polsce mamy w pamięci wiele złych przykładów jak choćby z czasów Euro 2012.

Myślę, że myśląc nad sensem tych przepisów, warto sobie zadać pytanie: jak bym się czuł, będąc na miejscu tych ludzi?

To, że urodziliśmy się w Polsce, czyli stosunkowo spokojnym kraju nie powoduje, że osoby po drugiej stronie globu mają finansować nasz styl życia, w tym np. ciągłe kupno nowych, tanich ubrań. To kwestia przyzwoitości.

Podczas debaty o projekcie Omnibus pojawiły się jednak zarzuty, że CSDDD w większym stopniu przyczyni się do wzrostu biurokracji i kosztów niż ochrony środowiska czy praw człowieka.

Rozumiem, że firmy muszą być rentowne, ale jest jednak granica między chęcią zysku a wyzyskiem.

Nie bardzo jestem w stanie zrozumieć zarzut, że CSDDD zwiększy biurokrację. W firmach trzeba mieć świadomość tego, że decyzje, które podejmują, mogą mieć wpływ na partnerów biznesowych i że ich działania mogą doprowadzić do naruszenia praw człowieka w łańcuchu dostaw.

Zrozumienie łańcucha wartości jest dość czasochłonne, ale jest przydatne, nie tylko pod kątem analizy odpowiedzialności biznesu. Czasem dopiero wtedy firma uzmysławia sobie, że pomimo posiadania trzech bezpośrednich dostawców jakiegoś półproduktu, wszyscy czerpią kluczowy składnik z tego samego miejsca. Firmy czasem orientowały się, że są tak naprawdę uzależnione od jednego dostawcy podczas pandemii, gdy łańcuchy dostaw zostały przerwane. Dyrektywa o należytej staranności pozwoli odkryć te zależności wcześniej.

Rozmawiała Aleksandra Hołownia

Beata Faracik, prezeska Polskiego Instytutu Praw Człowieka i Biznesu i członkini Rady Doradczej Krajowego Punktu Kontaktowego OECD ds. odpowiedzialnego biznesu przy Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Source link